Dyżury redakcyjne
W środy w godz. 16.30-18.00 nasi eksperci udzielają przez telefon bezpłatnych porad związanych z zarządzaniem nieruchomościami.
W maju dyżurują:
9 i 23.05. – Jerzy Lubomirski,
16.05. – Waldemar Wasik,
30.05. – Michał Czapliński.
Tel. (22) 628 77 68
Pytanie do eksperta
|
Odpowiedź na Państwa pytanie zostanie umieszczona na łamach miesięcznika. |
Forum
| Puls wspólnot |
| Środa, 01. Luty 2012 00:00 |
|
Wojna domowa antenowa Wiele razy pisaliśmy o przejawach niechęci mieszkańców do anten i nadajników telefonii komórkowej, jednak mieszkańcy katowickich Piotrowic żywią przeciwne uczucia – ich zdaniem na terenie dzielnicy jest za mało nadajników jednego z operatorów, wobec czego sygnał jest bardzo słaby lub zanika zupełnie. Na kłopoty z zasięgiem sieci katowiczanie poskarżyli się nawet Urzędowi Komunikacji Elektronicznej, który sprawę zbadał i potwierdził – w dzielnicy tylko 57 proc. połączeń tej sieci jest realizowanych. Jak to bywa w takich sytuacjach, problemowi z zasięgiem winni okazali się… sąsiedzi. Wcześniej operator musiał bowiem wyłączyć swój nadajnik na jednym z budynków, ponieważ przeciwko obecności anteny protestowali mieszkańcy, a spółdzielnia w końcu wypowiedziała operatorowi umowę na korzystanie z dachu. Firma telekomunikacyjna uruchomiła tymczasowo mobilną stację nadawczą i nie ustaje w poszukiwaniach nowej lokalizacji. Źródło: Dziennik Zachodni
Zarządca w agencji towarzyskiej Mieszkańcy jednego z budynków w Gdańsku Brzeźnie mieli dość nielegalnie działającej agencji towarzyskiej, głównie nocnych hałasów i burd, które wywołują nie zawsze trzeźwi klienci. Zdenerwowani takim sąsiedztwem byli także rodzice dzieci, które chodzą do pobliskiego przedszkola i szkoły. Policja stwierdziła, że może jedynie pouczyć mieszkańców i ich gości o potrzebie zachowania ciszy nocnej i obyczajnego zachowania. Prawo nie zabrania bowiem prowadzenia takiej działalności, nawet w zwykłym mieszkaniu. Nie pomogli także radni ani proboszcz, a zarządca podczas interwencji u właściciela lokalu usłyszał jedynie obietnicę, że… będzie ciszej. Jednak wspólnota nie popuściła – na zebraniu jej członkowie zobowiązali zarządcę, by przeanalizował możliwość sprzedaży wesołego lokalu w drodze licytacji. Źródło: Dziennik Bałtycki
Klapa z klapą Po prawie pół roku 55 rodzin mogło wreszcie wprowadzić się do nowego budynku komunalnego w Łodzi. Od czerwca pusty budynek stał gotowy do zasiedlenia, jednak odpowiedniej zgody nie wydała straż pożarna, wskazując na błędy projektowe – droga ewakuacyjna (czyli odległość od drzwi najdalej położonego mieszkania do drzwi wyjściowych z klatki schodowej) miała długość 70 m, choć nie powinna przekraczać 50. W takiej sytuacji rzeczoznawca zalecił instalację systemu klap do oddymiania klatki schodowej. Wątpliwości strażaków wzbudził też formalny brak drogi przeciwpożarowej, jednak z tym sobie poradzono – znaleziono bezpieczny dojazd na posesję od sąsiedniej ulicy. Nie przeszkodził nawet fakt, że właściciel sąsiedniego terenu, spółdzielnia mieszkaniowa, nie zgadza się na jakiekolwiek korzystanie z jej działki. „Gdyby w bloku wybuchł pożar, nie będziemy się zastanawiali, przez czyją działkę dojedziemy” – twierdzą strażacy. Źródło: Dziennik Łódzki
Blokady do blokady! Katowicka spółdzielnia mieszkaniowa praktykuje skuteczną metodę pozbywania się aut, które bezprawnie korzystają z ich parkingów – wynajęta prywatna firma zakłada blokady na koła tych samochodów, a za usunięcie kasuje od 100 do 300 zł. Metodę tę stosują także coraz częściej spółdzielnie i wspólnoty w całej Polsce, a także sieci handlowe – mają dość blokowania miejsc dla klientów przez kierowców, którzy na prywatnym terenie urządzają sobie całodzienny, darmowy parking. Ukarani w ten sposób sprawcy są oczywiście oburzeni i skarżą się, gdzie tylko mogą, natomiast klienci centrów handlowych oraz członkowie wspólnot i spółdzielni zazwyczaj gorąco kibicują swoim zarządom. Jednak prawnicy zgodnie twierdzą, że ani spółdzielniom, ani prywatnym firmom zakładać blokad na koła samochodów nie wolno – to działanie bezprawne, które może zakończyć się w sądzie. Zgodne z prawem byłoby np. pobieranie opłat za wjazd, jeśli teren zostałby odpowiednio oznaczony. Źródło: Dziennik Zachodni
Życie zaczyna się po 50. Dokładnie 50 lat temu oddano w Poznaniu pierwszy blok z wielkiej płyty – budynek liczący 4 klatki, 4 piętra i 55 mieszkań stanął przy ul. Świerczewskiego (obecnie ul. Marcelińska 85). Wszystkie mieszkania zostały przekazane z tzw. przydziału pracowniczego mniej zamożnym osobom, głównie pracownikom „Cegielskiego”, komunikacji miejskiej i milicji. Przenoszono tu też rodziny wysiedlane z sąsiednich działek, gdzie mieszkali w budach z desek. Powojenne zniszczenia budynków w Poznaniu szacuje się na 40 proc., jednak mieszkań brakowało – według oficjalnych statystyk pod koniec lat 60. na jedno pomieszczenie przypadały 2,3 osoby wliczając kuchnie, więc w przeciętnym pokoju żyły przynajmniej 4 osoby. PRL-owski „stan deweloperski” (tak jak 50 lat później) oznaczał goły beton na ścianach i podłogach oraz wystające ze ścian krany. Prawdziwym luksusem w bloku przy Marcelińskiej 85 był jednak parkiet. Tej ekstrawagancji już nie powtórzono w kolejnych blokach, zastępując drewno wykładziną PCV. Źródło: Głos Wielkopolski
Szlabanem w sąsiada Pod blokiem przy ul. Weteranów w Lublinie jest 29 garaży. Prowadzi do nich droga dojazdowa, z której korzystają także pozostali mieszkańcy wieżowca. Kiedyś cały teren należał do wojska, jednak został podzielony na działki i sprzedany. Wydzielono drogę do garaży, ale zapomniano o oddzielnym dojeździe do wieżowca. Za to niedopatrzenie płacą teraz mieszkańcy. W 1993 r. jedyną drogę dojazdową WAM przekazał właścicielom garaży w wieczyste użytkowanie aktem notarialnym, jednak korzystali z niej wszyscy mieszkańcy. Do czasu. Właściciele garaży mieli dość zastawiania dojazdu przez inne samochody i postawili na drodze szlaban, przez co prawie 70 rodzinom odcięto dojazd do bloku. Szefowa zarządu wspólnoty (a także właścicielka jednego z garaży) twierdzi, że nie ma problemu z otwieraniem szlabanu zawsze wtedy, gdy ktoś musi podjechać pod wieżowiec. Wspólnota od kilkunastu lat zabiega też o wyznaczenie innego dojazdu do budynku – korespondencja z WAM, Ministerstwem Obrony Narodowej i Samorządowym Kolegium Odwoławczym zajmuje dwa opasłe segregatory, jednak wszystkie te instytucje uważają, że wspólnota powinna wybudować dojazd na własny koszt. Źródło: Kurier Lubelski
Wolne komunalne od zaraz W kolejce po mieszkanie komunalne w Łodzi czeka aż 5 tys. rodzin, a oczekiwanie trwa do 3 lat, choć według radnych z komisji mieszkaniowej rady miejskiej ratusz dysponuje ok. 850 wolnymi mieszkaniami. Ratusz stosuje najwyraźniej inną arytmetykę, bo twierdzi, że takich lokali jest „tylko” 627. Tak czy inaczej – sporo. Dlaczego lokale stoją puste? Według radnych, ok. 650 mieszkań ma tak niski standard, że na ich zasiedlenie nie ma chętnych – lokale mają doprowadzony prąd, ale woda i toalety są zazwyczaj na zewnątrz. Zdaniem radnych, miasto nie remontuje zwalnianych lokali dopóki nie znajdzie się nowy lokator, a ten, widząc ruinę, w panice ucieka, więc powstaje błędne koło. Rzeczniczka prezydenta Łodzi przekonuje, że lokale stoją niezasiedlone, bo wymagania mieszkańców rosną – nie podoba im się okolica albo kondygnacja, na której jest mieszkanie, kręcą także nosem na uciążliwe sąsiedztwo i zbyt dużą odległość od szkoły lub przystanku. Zdarzyła się nawet osoba, która odmówiła przyjęcia mieszkania, bo w lokalu nie było… szafy wnękowej. Źródło: Dziennik Łódzki
Opr. TC |
Goście serwisu
![]() | Dzisiaj | 271 |
![]() | Ubiegły tydzień | 3943 |
![]() | Ubiegły miesiąc | 22395 |
![]() | Od 03.2011 | 335928 |
Konferencje
REGIONALNE SEMINARIA DLA ZARZĄDCÓW I ZARZĄDÓW WSPÓLNOT MIESZKANIOWYCH 2012!
Szkolenia
Jedna z najbogatszych ofert szkoleniowych dla zarządców!
Książki
Polecamy fachowe książki Municipium SA dotyczące zarządzania nieruchomościami.





