Reklama

Dyżury redakcyjne

W środy w godz. 16.30-18.00 nasi eksperci udzielają przez telefon bezpłatnych porad związanych z zarządzaniem nieruchomościami.

W maju dyżurują:
9 i 23.05. – Jerzy Lubomirski,
16.05.     – Waldemar Wasik,
30.05.     – Michał Czapliński.

Tel. (22) 628 77 68

Pytanie do eksperta

Przepisz kod z obrazka
Odśwież Captcha  
 
Odpowiedź na Państwa pytanie zostanie umieszczona na łamach miesięcznika.

Forum

"Wspólnota Mieszkaniowa" nr 05/2012

Pełna treść poniższych artykułów jest dostępna w wersji drukowanej i elektronicznej, w celu ich zakupu zapraszamy do kontaktu z Działem Handlowym. Skróty starszych publikacji można znaleźć w dziale "Archiwum".

Puls Wspólnot
Poniedziałek, 01. Sierpień 2011 00:00

Kto tu jest niepełnosprawny?!

Na drodze dojazdowej do krakowskiej szkoły, w której uczy się ponad setka dzieci niepełnosprawnych, pojawił się znak „zakaz ruchu”. Został ustawiony przez właściciela terenu, pobliską spółdzielnię mieszkaniową, jako znak protestu – prezes chciał sprowokować gminę do zajęcia się lekceważonym od lat tematem parkowania samochodów na osiedlu. Ustawienie znaku wspierają mieszkańcy sąsiadującego ze szkołą bloku, którym rodzice dowożący dzieci uniemożliwiają parkowanie ich własnych aut. Miasto nie widzi problemu – w piśmie do spółdzielni stwierdza, że istnieje inny dojazd do szkoły, od sąsiedniej ulicy. Dojazdem tym jest ubita ścieżka, zakończona kilkumetrową skarpą i schodami. A w szkole uczą się dzieci upośledzone umysłowo, z autyzmem, afazją, niedowidzące i mające kłopoty z poruszaniem się. Z kłopotem „poradził sobie” także sąd rejonowy, który w piśmie do spółdzielni sugeruje, że najlepszym rozwiązaniem problemu z parkowaniem na terenie spółdzielni będzie… postawienie przez spółdzielnię znaku „zakaz ruchu”. Sprawa ulicy dojazdowej trafiła do sądu już w 2008 r., gdy spółdzielnia zażądała od miasta kwoty ponad 25 tys. zł za ustanowienie służebności przejazdu dla szkoły. Sąd oddalił to roszczenie, twierdząc, że na drodze nie ma znaku zakazu ruchu, więc wszyscy mogą z niej korzystać. I znak stanął. W 2008 r. podczas inspekcji miejskich urzędników dyrektorka szkoły złożyła pisemne oświadczenie, że dostęp do budynku prowadzi także z sąsiedniej ulicy, tej zakończonej skarpą i schodami. Choć dostęp to nie to samo, co dojazd, gmina uznała wówczas sprawę za załatwioną. Teraz prezes spółdzielni obiecał usunąć znak, jeśli jednak miasto nie zobowiąże się do budowy nowej drogi dojazdowej (spółdzielnia chce nieodpłatnie przekazać swój pobliski teren na ten cel), w nowym roku szkolnym znak znów się pojawi.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków

 

Od luksusu głowa boli

Czterocentymetrowe rozcięcie na głowie i uszkodzony łuk brwiowy – takich obrażeń doznała mieszkanka płockiej spółdzielni po tym, gdy spadł na nią z sufitu duży płat tynku. Blok przy ul. Jachowicza, oddany do użytku 8 lat temu, miał być jednym z najnowocześniejszych budynków w centrum miasta – 1 mkw. luksusowego mieszkania kosztował zawrotną, jak na tamte czasy, kwotę ok. 2,3 tys. zł. Jednak w nowym budynku szybko zaczęły pojawiać się usterki, głównie pęknięcia i rysy na ścianach. Pechowy finał nastąpił w czerwcu tego roku, gdy na starszą kobietę spadł ogromny kawał tynku. Rozcięta głowa wymagała szycia i prześwietlenia tomografem. Spółdzielnia szybko zajęła się sprzątaniem i usuwaniem szkód. Pracownicy spółdzielni wynieśli meble, a firma budowlana zajęła się naprawą, oczywiście wszystko na koszt spółdzielni. Jej zarząd czeka na ekspertyzę zdarzenia. Przy okazji wyszło na jaw, że w tym samym bloku na tym samym piętrze przed kilkoma laty też oberwał się kawał sufitu. Przyczyna usterki pozostała nieznana, ustalono tylko, że tynk został położony zgodnie z zasadami sztuki. Czerwcowe zdarzenie zostanie zgłoszone do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. Jeśli okaże się, że tynk słabo się trzyma nawierzchni stropu, spółdzielnia będzie musiała sprawdzić wszystkie mieszkania.

Źródło: Gazeta Wyborcza Płock

 

Czarna lista wspólnotowa

Lubelska wspólnota mieszkaniowa opracowała listę osób, którym zakazała wstępu na teren swojej kamienicy, zatwierdziła decyzję uchwałą i wywiesiła ją w publicznym miejscu. Zdaniem anonimowego członka zarządu wspólnoty na listę trafiły osoby sprawiające kłopoty właścicielom lokali – rzekomo za sprawą tych „czarnych owiec” na terenie nieruchomości dochodziło do awantur i obrzucania się groźbami. Twórcy listy uważają, że mają prawo do zapewnienia spokoju na terenie nieruchomości, jednak prawnicy w większości odnoszą się krytycznie do tego typu obywatelskiej inicjatywy. Helsińska Fundacja Praw Człowieka uważa, że doszło do ingerencji w życie prywatne (np. na listę trafiła kobieta, która nie może przez to odwiedzać swojej córki i dopiero co urodzonej wnuczki) oraz naruszenia dóbr osobistych. Prawnicy wskazują także, że uchwały wspólnot mieszkaniowych nie mogą dotyczyć osób spoza tych wspólnot. Wątpliwości budzi również sama forma publicznego zaprezentowania uchwały – zgrabniej byłoby dostarczyć ją listownie osobom, których dotyczy. Źródła nie podają, w jaki sposób wspólnota chciała wyegzekwować zakaz wstępu na swój teren.

Źródło: Kurier Lubelski

 

Goście serwisu

mod_vvisit_counterDzisiaj248
mod_vvisit_counterUbiegły tydzień3943
mod_vvisit_counterUbiegły miesiąc22395
mod_vvisit_counterOd 03.2011335905
Online:
Goście 3

22.05.2012

Konferencje

REGIONALNE SEMINARIA DLA ZARZĄDCÓW I ZARZĄDÓW WSPÓLNOT MIESZKANIOWYCH 2012!

czytaj więcej»

Szkolenia

Jedna z najbogatszych ofert szkoleniowych dla zarządców!

czytaj więcej»

Książki

Polecamy fachowe książki Municipium SA dotyczące zarządzania nieruchomościami.

czytaj więcej»